W świecie Adamka

  • wpisy
    3
  • komentarz
    1
  • wyświetleń
    219

O blogu

W tym blogu zamierzam pisać o wielu sprawach związanych z OMSI czy pobocznych od głównego tematu, dot. społeczności, czy mnie samego w takim środowisku. Z pewnością ten blog może nie wszystkim przypasować, ale to tak będzie, tematy poruszane tutaj nie muszą być koniecznie ciekawe.

Wpisy na tym blogu

Adameg

Dziś wpis kompletnie bez sensu, wrzucający każdy temat po sobie. Dlaczego nie, tak też można.

 

Społeczność każdego forum jest specyficzna. Wejdziesz na forum o samochodach - będzie smród o kierowców BMW, jak to nie szanują samochodów i nie używają kierunkowskazów. Wejdziesz na forum o kolejnictwie - zawarta kłótnia czy zaufać Pesie czy kupować przetestowane w wielu warunkach Pendolino. Na forach o symulatorach autobusów jest podobna walka - słuszność czegoś nad czymś.

 

Jelcz czy Solaris. Strefa czy omnibus(xD). Dużo linii czy duża szczegółowość. Upośledzeni czy nie. Czysta codzienność sceny OMSI. Patrząc z boku na to, można odnieść wrażenie, że społeczność jest zdecydowanie nienormalna, bo w sumie często taka jest, nieważne z której strony. Ale czy jakakolwiek większa społeczność jest normalna, nawet w obrębie jednego forum?

 

Wiadomo, że zawsze znajdą się odchyły od normy - czy to patologiczne obrażanie wszystkich dookoła czy bycie niesamowicie tępym człowiekiem. Owszem, z takimi przypadkami jest o tyle niby łatwiej, niby tyle trudniej, że często nie ma powodu do wykluczenia takiego(czasem nawet dobrze, nie można działać zdecydowanie poza regulaminem), ale po prostu obniża radykalnie poziom, a łapanie tego pod szkodę dla forum byłoby niesamowitym nadużyciem. Ale jednak większość najczęściej takiego osobnika nie chce - to jest w pełni naturalne - każda społeczność(jako forum, nie jako grupka) "przyjmuje" lub "wyrzuca" daną osobę z tego kręgu. Czasem dalej przystępują moderacje i administracje, banując osobę na dłuższy okres niż przewidziany w regulaminie - sugerowanie, że wola środowiska nie miała nic do gadania.

 

Osoby, które są właśnie banowane na np. rok, dwa lata - to najczęściej jest poprzez wpływ społeczności. Ewentualnie poziom tego, jak bardzo moderacja cię lubi, co niektórym ostro się nie udawało. Ile razy zdarzały się takie bany na dłuższy okres niż miesiąc, mimo niezłamania regulaminu, tylko w celu naprostowania osobnika, czy w celu zmiany podejścia do administracji. O kurna, jakbym mówił o obu forach. Tak to wygląda - jedni banują za to, że masz o nich złe zdanie, drudzy banują za to, że łaskawie z nimi dyskutujesz. Ba, możesz nawet czasem nic nie zrobić, ale jak ktoś się weźmie na ciebie - jeb, harpun, masz wakacje. Jeszcze nakreśli "Nie masz możliwości odwołania się od kary". No ciekawe kogo taka sytuacja spotkała(wcale nie mnie)...

 

I tutaj wchodzi kwestia jak bardzo trzeba się liczyć ze społecznością z posady zarządzającej forum. To jest czasem najgorsze co może być. Większość chce zbanowania X za to, że jest jaki jest, ale ta sama większość nie chce zbanowania Y, mimo wsadzenia np. treści pornograficznych. I tu się robi problem - trzymać za mordy czy odpuścić i lecieć wg. większości. No niby prosty wybór ale potem się zaczyna:

  • Ścieżka A "Trzymać za mordy" - z czasem pojawia się u nas jednak patrzenie nie wg. ciężaru tego co zrobił, tylko wobec nicka "Ten mi się dobrze kojarzy, więc mu odpuszczę", a zaraz "Ten cham kiedyś po mnie jechał, walnę mu bana, będzie szczęśliwy.
  • Ścieżka B "Odpuścić, dać władzę większości" - no tutaj się robi ciekawie, bo środowisko staje się hermetyczne, zamyka się na nowych, choćby nawet każdy element tej grupy chciał nowych. Moderacja z czasem się za bardzo przyzwyczaja, że stałych bywalców najlepiej się nie karze, ale nowych od razu się wysyła na stary, dobry tygodniowy ban, bo tak.

 

Zaraz zrobi mi ktoś wątpliwości, czy ja na pewno wiem jak to wygląda itd. no ale doświadczenie mam i raczej nie jest specjalnie małe i nie jest raczej specjalnie wielkie. Ale to można wywnioskować po wielu rzeczach, po tym jak się widzi większość for. Wiadomo, że ludzie będą mniej wchodzić na fora typu elektroda.org niż na forum wolne od upośledzonej, najczęściej, moderacji. Dlaczego? Bo przede wszystkim chcą siedzieć tam, gdzie jest dobrze i jest sprawiedliwie.

 

Jednakże - nie da się zrobić całkowitej sprawiedliwości. Jeśli mamy jakieś wątpliwości - zawsze u nas będzie grało to, czy danego użytkownika lubimy czy nie. Jeśli nowy, kolejny konflikt - dać mu szansę czy dać mu cios w postaci warna, żeby się nauczył. Ale i tak daję od razu ważną uwagę - działanie poprzez zamordyzm wychodzi i tak, tak samo jak w przypadku odpuszczania wszystkiego co się da. I tak większość nie działa wg określonych zasad, tylko "warn->warn->ban" w różnej konfiguracji. Pierwsze ostrzeżenie? A na co to komu? Zaraz wchodzą ostrzeżenia niskoprocentowe i wysokoprocentowe. Czyli możesz być 5 lat na forum i popełnić kolejny błąd ortograficzny(no zdarza się) i dostać kolejne ostrzeżenie, tylko tym razem wyżej punktowane i dostać bana, a ktoś kto siedzi te 2 miesiące i dostaje co dwa tygodnie ostrzeżenia za punkt o treściach kontrowersyjnych(przypominam, że system jest stały). I wychodzi, że to może być ukarane banem dopiero za... 4 razem. W tym czasie popełnisz 3 błędy ortograficzne, a nadgorliwy moderator już czeka z brzytwą na szyi, żeby cię uciąć.

 

No i kolejna sprawa - taryfikator jest jednak najlepszym, co może być. Dlaczego? Bo nikt normalny nie będzie indywidualnie każdego rozpatrywał, ale kary powinny być w dwóch płaszczyznach - właśnie takich jak obrażanie innych ludzi, propagowanie nienawiści czy też na poprawności językowej itp.. Niestety, ograniczenia każdego silnika robią tak, że nie można tak robić i po prostu wychodzi, że dwie zupełnie niezależne od siebie kwestie muszą być respektowane w jednej płaszczyźnie, co powoduje, że obrażenie drugiego człowieka może mieć taki sam charakter jak popełnienie błędu w pisaniu. Oczywiście, nie każdy jest orłem w ortografii, popełnia błędy, ma słownik w swojej przeglądarce, ale do jasnej cholery - zbrodnia przeciwko językowi jednak nie może być tak karana jak negatywne działanie wobec drugiego człowieka. Pierwszego można ukarać moderacją, a drugiego teoretycznie nie ma za co moderować, bo i tak jeśli kolejny raz obrazi kogoś, no i lipaaaaa.

 

W moim myśleniu, błędy związane z pisaniem powinny być karane mniej więcej tak, że jeśli doszłoby do drugiej moderacji - ban wystąpiłby na 3 dni, jeśli doszłoby do trzeciej - ban na tydzień, a czwarty i kolejny - na dwa tygodnie. Za obrażanie? Otwarcie - za pierwsze - łagodnie, 50%, ale za każde kolejne 90%. Nie można absolutnie pozwolić, żeby ktoś był obrażany na forum, gdzie każdy ma się czuć dobrze. Ale też interpretacja obrażenia się. Przecież wiadomo, że każdy się obraża na co innego itd. Ale problem sprawia taka sytuacja, kiedy interpretacja moderacji jest inna niż użytkownika. Jeden rabin da warna, a drugi rabin nie da warna. Najważniejszy tu powinien być głos osoby "poszkodowanej", a nie to, żeby lecieć "W MOJEJ INTERPRETACJI OBRAZIŁ", a potem jak osoba, która niby została obrażona pisze do kogoś, że nie poczuła się tak, to odpisywać "MAM TO W DUPIE, MA WARNA". I tu powinno się dzielić na obrażanie łagodne i obrażanie wulgarne. Nazwanie "k..." "s..." itp. to akurat jest niemożliwe, żeby się nie poczuć obrażonym, ale jeśli mamy coś typu "idiota", podczas gdy on sam się tak nazywa, to kurna. Jeśli moderacja widzi to łagodniejsze - powinna się zgłosić do "obrażonego", czy to go obraża.

 

Ale za bardzo zatraciłem się w idealnym świecie - tak nigdy nie będzie, bo nikomu się tak nie będzie chciało, za dużo tego.

 

Ech, warto może już skończyć ten temat, bo coraz bardziej się nakręcam itp.

 

Adamek

Adameg

Obecnie OMSI daje wiele możliwości - tworzenie mapy realnej jest zdecydowanie łatwiejsze niż te kilka lat temu. To jest niezaprzeczalny fakt. Oczywiście mam na myśli wyglądającą podobnie do rzeczywistości, a nie realną tylko z nazwy. I oczywiście z czasem można zauważyć, że ilość realnych map na jednego (aktywnego) twórcę rośnie coraz bardziej. Jednakże mimo większych opcji, możliwości, ułatwień - są tacy, którzy są zdecydowani tworzyć fikcję - w tym ja. Tylko kiedyś usłyszałem, że nie ma sensu tworzyć map fikcyjnych, gdyż symulator powinien być w miarę realny i w ogóle. No niby fakt, symulator ma być realny. Ale czy to znaczy, że nie może być choć trochę tej fikcji? Zapraszam do czytania.

---------------------------------------------------

Znowu zacznę z tłem historycznym, bo jakże inaczej.

Z pewnością jak każdy się domyśla - początki były takie, że jedyną realną mapą był Berlin, a reszta była fikcją, nawet jeśli miała coś przypominać, np. Wrocław w pierwszej wersji - zresztą to jest pierwsza polska mapa(ba, "realna"). No i jest niby ten Szczecin, Leszno... Ale to wciąż nie było to. Mapy opierające się na SimpleStreets i obiektach z Berlina. Więc co było przełomem, gdzie mapę można byłoby nazwać w moim mniemaniu realną? Z pewnością przełomem był Szczecin, ale nie wersja 1.0, nie wersja 2.0(choć już ona zawierała coś, z czego do tej pory korzystamy - kostki sterujące ruchem AI), lecz wersja 3.0. Dlaczego? Bo w pewnym sensie wyłamano się trochę z tej idylli prostych, ładnych dróg z typowo niemieckimi obiektami. Owszem do tej pory jest ich dużo, lecz pojawiły się te charakterystyczne miejsca, które pokazały, że to na 100% to miejsce. Obecnie z pewnością wzorem realności na polskiej scenie jest Wrocław - choć ma już ponad 3 lata. Do tej pory się nie zestarzał, co jest niesamowite. Czyżby to oznaczało, że dobito do ściany? Nie, tą ścianę przeskoczyła ekipa z Gdyni(Heir, mmiki26, Christian Skytter), lecz to się okazało, że to ponad siły. Do tego dochodzi Kraków, który ciągle jest tworzony przez Busera. I teraz pytanie... czy do wydania LOTUSa zobaczymy ten ideał realności?

----------------------------------------------------

A teraz już czas na czyste refleksje, opinie itd.

Co się przede wszystkim zmieniło poza mapami realnymi i poziomem? Podejście do fikcji. Obecnie liczba osób tworzących fikcyjne mapy jest naprawdę mała, bo mapa fikcyjna, żeby była znana, popularna musi się czymś wyróżniać - albo wyglądem(Karbowo) albo ilością linii i korzystną oprawą graficzną(Fikcyjny Szczecin). Jednak doszliśmy do momentu, gdzie mało kto uważałby, że mapa fikcyjna może być lepsza od mapy realnej. Dlaczego? Bo realizm jest atrakcyjniejszy, my to widzimy, możemy zobaczyć w rzeczywistości, niemal zawsze się czymś wyróżnia. I oczywiście, zaraz będzie kontra, że mapa fikcyjna też może się wyróżniać od innych map, ale do jasnej cholery, jest to ciężkie. Wymyślenie czegokolwiek, całkowicie od nowa, bez żadnej inspiracji jest niemal niemożliwe. Karbowo? Podstawą był Malbork. Fikcyjny Szczecin? 1. Przeróbka realnej mapy. 2. Większość miejsc wzorowana na Łodzi. Modrzewice(taki prosty przykład ode mnie)? Ciasna starówka a'la Wałbrzych.

No ale przecież fikcja to fikcja, coś innego niż realne. No ale stworzenie fikcji w 100% wymaga bardzo wielu procesów myślowych. Przede wszystkim, jeśli ktoś chce stworzyć miasto całkowicie od nowa, uznając, że nie będzie się na niczym wzorować, musi sobie wypracować wyobraźnię taką, żeby móc przekształcić plan przez wiele lat rozwoju jego samego. W zamian w mapach realnych wchodzi fakt, że ten proces już się odtworzył, więc wiesz z góry jak miasto ma wyglądać. To zbyt oczywiste. Trochę zbyt inteligentnie dla niektórych.

W starszych mapach można jednak zauważyć brak takiej zależności, bo wtedy nikt na to nie patrzył. Czasy się zmieniają. Teraz musisz trafić z produktem do klienta, musisz trafić z promocją. Bo przecież mają wymagania. Albo mapa musi  być realna i ładna, albo mapa musi być fikcyjna i mieć dużo linii. I być ładna. Tak to wygląda. Czy dobrze czy źle, sami pomyślcie.

No ale dobra, jest inna fikcja niż mapy.

Autobusy.

QuadBus.jpg

źródło obrazka: omsi2mods.com

Dobre sobie.

No to raczej skończę tutaj, bo nie mam czego ciągnąć dalej, jeśli chcecie coś więcej, to piszcie w komentarzach, bo nie czuję, żebym wykorzystał temat, a nie mam totalnie dalszej koncepcji.

Adamek.

Adameg

Głupszego tematu z pewnością nie mogło być - dlaczego tu jestem? - pytanie niby oczywiste, ale... no dla mnie nie jest tak oczywiste, jakby się mogło wydawać. OMSI widzę już jakieś 6 lat. Sześć lat. SZEŚĆ. Przecież to jest lekka przesada. Czemu się nie zajmę czymś innym? Niedługo kończę 17 lat, a ja dalej siedzę w jakiejś grze o autobusach - no głupio to brzmi jak cholera. Tylko już tutaj się zaczyna spora rozbieżność, o której będzie w późniejszej części tekstu.

Teraz tutaj polecę swoją historyjką

Lipiec 2011, rejestruję się na omnibusie - wtedy to było coś innego, coś co się różniło od vBusa. Zresztą większość przechodziła do OMSI, gdyż vBus nie był gotowy nawet w 10% dorównać możliwościom OMSI. No może poza ułatwionym tworzeniem autobusów i map(choć tutaj nie byłbym taki do przodu). Te pierwsze mapy: Pilzdorf, Wrocław, pierwsza wersja Szczecina - wtedy to się człowiek tym zachwycał. A poprzez to zachciało mi się poznania edytora - i w miarę szybko go ogarnąłem. W sumie po miesiącu coś sobie zrobiłem - jakąś byle jaką mapę, nawet nie z myślą, żeby wydać - już wtedy byłaby słaba jak na scenę. Nawet nie chciałem jej pokazywać ludziom. Niedługo potem ją usunąłem i zaczynałem już tworzyć coś nowego. Wtedy OMSI dalej dla mnie było symulatorem kierowania autobusem. Jeszcze.

Przechodzimy dalej - do pokazania mojej pierwszej poważnej mapy - Lekanice. Wtedy już byłem bardziej ambitny i starałem się zrobić coś takiego, co mogło być sensacją pod względem wielu opcji. Jedno jest pewne, gdybym wymyślił coś takiego teraz - byłoby słabe. Ale wtedy ja myślałem, że będzie dobrze. No i wyszło, jak wyszło, mapa po pewnym czasie uznała, że nie ma sensu jej rozwijać i postanowiła się uszkodzić. Dlaczego? Tego nie wiem. Tutaj niemal każdy uznałby, że "walić edytor, ja będę tylko jeździł". Ja tego nie zrobiłem. Już wtedy OMSI stawało się dla mnie głównie edytorem, lecz dalej potrafiłem jeździć "bo tak", do tego jeszcze udziały w "sławnych" vFirmach -  to były czasy.03

Wtedy powstało Zagorze(czy tam Zagórze, jak wolicie) - mój niespełniony wtedy ideał. Gdybym się skupił na kostkach - mapa mogłaby być spokojnie jedną z najlepszych ówcześnie. Tak wyszło to jak wyszło, no co zrobię. Dało mi to wtedy do przekonania, że muszę się nauczyć tworzenia kostek AI. Nauczyłem się tego z nawiązką.

Dalej to już był ciągły rozwój przez rozbudowę starego Zagórza - i uznam, że wtedy po raz pierwszy sięgnąłem sufitu. Uznałem, że się już nie rozwinę, bo nie ma jak. Dla mnie to co robiłem wtedy było niby idealne, Ale potem przyszło OMSI 2, a także pojawiały się niezastąpione do dzisiaj obiekty typu busz, budynki itp. Wtedy akurat zaczynałem tworzyć Modrzewice - pierwotna wersja miała być z użytkiem dla vFirmy, która dopiero miała powstać. Jako, że niestety - mapy się tworzy wolniej, to mapa przeżyła sam projekt vFirmy. No to przeznaczyłem ją do wydania publicznego. A jako, że była użytkiem dla vFirmy, najlepsza nie musiała być, no i nie była. Słynne drzewa i w ogóle wszystko. Fatalne.

W międzyczasie robiłem drugą wersję Zagórza. Niby to było coś pięknego. Mapa wreszcie zaczynała wyglądać jak powinna wyglądać - przede wszystkim realizm w fikcji. No i niby dobrze, ale jednak nie. Przerwałem pracę nad Zagórzem, żeby skupić nad czymś, co teraz ma szansę stać się jedną z lepszych map - Modrzewicami.

No i teraz przechodzimy do teraźniejszości. 2017. Pisałem na początku, że OMSI jest symulatorem kierowania autobusem. Teraz OMSI jest dla mnie edytorem. Jestem nastawiony tylko na tworzenie, nie na jazdę.

---------------------------------

I głównie dlatego jestem cały czas w tej scenie - ja nie patrzę na OMSI pod względem jazdy, tylko pod względem tworzenia. Gdybym patrzył ze strony jazdy - odpadłbym dawno, bo cały czas jest to samo, nic się nie zmienia. Także to, że środowisko staje się nieprzyjemne. Ale dlaczego uważam, że mój punkt widzenia pozwolił mi pozostać? Bo cały czas mam coś do zrobienia, odrzucenie tego byłoby niemożliwe. No ale niestety, nawet stanie z tej strony ma swoje wady i powoduje problemy.

Popatrzcie na ostatnie afery. Afera z Allisonem - stwierdzam, że słowa z tym, że "gdyby nie ja..." to był przykład megalomanii, to zaraz jest zarzucenie mi tego, że to ja tworzę hejt, krytykuję wszystko co się rusza, a przy tej aferze zaraz się dowiaduję o tym, że szkaluję gimnazjalistów. Co? Jak się to skończyło to chyba każdy wie - Allison ogłosił z pompą zakończenie kariery obwiniając "sami wiecie kogo". Nie siebie, tylko innych. Potem burza na grupie o OMSI na facebooku. Szalchta, elita, plebs, chamy, prywatne modyfikacje. Zarzuty wobec części użytkowników były tak irracjonalne, że szkoda gadać. No ale im się należy. A zaraz dowiaduję się, że szkaluję gimnazjalistów. Nie powtarzaj się.

I tak to wygląda - sranie się dla zasady. Bycie twórcą tutaj nie jest łatwe.

Przykład Allisona pokazuje nowszych artystów - raz powiesz coś ostrzejszego, zaraz się poskarżą wychowawczyni "PANIII, ALE ON MJE OBRAZIŁ". To jest patologia. Ogólnie nawet nie artystów, określmy to "nowym pokoleniem". Ludzi, którzy nie widzieli tego co się działo 3-4 lata temu. Większość po pierwszym hejcie uznaliby, że po co robić cokolwiek. Ale wtedy było i tak więcej dodatków niż teraz. A teraz "nowe pokolenie" wchodzi. Im wszystko pasuje, bo oni sami nie chcą otrzymać hejtu. Oni mają słabą wytrzymałość. Mogą gadać głupoty, bo zaraz ktoś ich obroni. Śmiesznie wygląda sytuacja, kiedy trójka naskoczy na jednego, który uzna, że poziom jest niski. A jak naskoczą "Sam robisz niski poziom". Ja przynajmniej nie piszę o tym, że siedzę na kiblu.

To jest hipokryzja. Potem jest zdziwienie, że mam takie nastawienie do kogoś czy nie. Niektórzy jeszcze sugerują, że moje nastawienie jest stałe. Nie, potrafię je zmienić. Przyznam się szczerze - nieraz się pomyliłem w opinii o kimś, ale teraz jestem pewien, że w takich opiniach się nie mylę, bo teraz widać ten kontrast. Naprawdę, większość nowych jest spoko, da się z nimi rozmawiać, jak jest ktoś nowy to nie wyrzucam go, jeśli się da, staram się rozmawiać. No ale niestety, wiara jest coraz mniejsza, bo częściej widzę kopię typowego przedstawiciela "nowego pokolenia" niż porządnego użytkownika. I tu akurat jest mi przykro, bo dochodzimy do sytuacji, gdzie będzie więcej ludzi typu "jestem strasznie hejtowany" niż potrafiących się przeciwstawić krytyce lub starać się być lepszym. Dlatego czuję, że już niedługo długoletnia podróż przez ten świat się skończy.

Ale jesteśmy przy 6 stycznia 2017, a ja wciąż nie odpowiedziałem do końca na to pytanie:

Więc dlaczego tu jestem?

Napisałem dotychczas jeden powód - bo cały czas mam coś do zrobienia. Ale jest wiele innych rzeczy. Ludzie. Dla niektórych warto tutaj przesiadywać. No, oczywiście "elita". Tylko elita to dla mnie pojęcie względne. Dla mnie elita to grupa ludzi z którą da się zawsze porozmawiać.  Zaraz ktoś mi zasugeruje - plebs. Nie ma go. Jest przecież, ludzie się tak tytułują. Niby tak, ale nie do końca. Dla mnie plebsu nie ma - ale w zamian są ludzie, którzy chcą się stać plebsem. Chcą zrobić z siebie strasznie poszkodowanych. Sam fakt istnienia takich ludzi jest przygnębiający - przez takich ludzi tracę sens przebywania tutaj. A jednak jestem.

Po prostu - jestem tu dla ludzi, chcę dla nich coś zrobić. Może nie warto, ale chcę.

 

Coś mogę powiedzieć więcej? Chyba nie.

 

Zapraszam do dyskusji na ten temat  w komentarzach.

Adamek